— Proszę pana — wzruszyła ramionami. — Nie zawsze robi się to, co odpowiada naszym upodobaniom. Są czasem i konieczności, które...
— Nie widzę tu żadnych konieczności — z naciskiem powiedział pan Horzeński. — Masz rodzicielski dom, niczego ci tu nie brak, a to ci z góry powiem, moja córko, że ja jestem przeciwny wysługiwaniu się po biurach panien z dobrych rodzin. Ani towarzystwo, ani wogóle nic, niema o czem mówić...
— Czy... Czy tato boi się demoralizującego wpływu biura? — zapytała z ironją.
— A chociażby — zaperzył się.
Córka zmierzyła go szyderczem spojrzeniem, i stary zmieszał się.
— Ja nie będę chodziła do czcigodnych ojców rodzin w celu prowadzenia ich rachunków — powiedziała z naciskiem i dodała. — Zresztą niema o czem mówić. Jestem pełnoletnia i rozporządzam sobą.
— Tylko do pewnego stopnia, moja droga — hamował gniew pan Horzeński — jeszcze dziś napiszę do Stefy, by podziękować jej za łaskawe wtrącanie się do moich spraw.
— Nie radzę pisać — tonem groźby, odpowiedziała Nira — bo jeżeli tej posady nie dostanę, to i tak wyjadę. Tylko, że będę musiała poszukać innych środków utrzymania.
— Dziecko drogie — łagodząco odezwała się babcia — ja osobiście nie widzę nic złego w twoich zamiarach i sądzę, że ojciec pogodzi się z niemi również. Powiedz że, gdzie ma być ta posada?
— W biurze, babciu, a w którem, wolę nie mówić, póki nie otrzymam oficjalnego zawiadomienia.