Wprawdzie ślady ropy w okolicy niezbicie świadczyły o istnieniu podziemnych źródeł naftowych, jednak nieraz zdarzało mu się słyszeć, że tylko w rzadkich wypadkach daje to stuprocentową pewność opłacalności eksploatacji. Zważywszy wszystko, nie leżało w interesie Murka wprowadzenie Czabana w błąd i doprowadzenie go do ruiny. Był pewien, że taki ryzykant, jak on, w każdej chwili był gotów rzucić się naoślep w podobne przedsięwzięcie, no, i najprawdopodobniej utopić cały majątek w tych bagnach.

Dlatego należało być ostrożnym i po pięciogodzinnem włóczeniu się w terenie, Murek oświadczył:

— Jestem pewien, że ropy tutaj znajdziemy poddostatkiem.

Czaban zdjął kapelusz i otarł spocone czoło.

— Chwała Bogu! Pan miał cały czas tak ponurą minę, że myślałem już jaknajgorzej.

— No, na radość jeszcze zawcześnie.

— Jakto?

Murek flegmatycznie owijał różdżkę.

— Popełniłem duży błąd, a właściwie to pańska wina, gdyby pan powiedział mi w Warszawie o co chodzi, zabrałbym swoją kulę, a bez niej nie wiem, na jakiej głębokości znajduje się ropa.

— Psiakrew — zaklął Czaban, — a w przybliżeniu nie może pan określić.