— Zajrzyj pan w swoją kulę, co robić?
— Już zaglądałem — odpowiedział Murek. — Nie czekać na decyzję nafciarzy, lecz pocichu, co się da, kawałkami sprzedawać. Bo tamci nie kupią. Cofną się.
— Pewien pan tego, a?
— Zupełnie.
— I ja tak sądzę. Nu, to niema co zwlekać.
Krajowych amatorów na zakup gruntów naftodajnych było dość, wielu dawniejszych właścicieli włosy sobie z głowy wyrywało, że dali się podejść i teraz byli gotowi odkupić swoje działki za podwójną, potrójną i jeszcze wyższą cenę. Również nie mieli pewności, bo Czaban sprytnie asekurował się na przyszłość, również widzieli ryzyko, jak i cudzoziemcy, ale mieli słabe nerwy. To też Czaban zaczął sprzedawać, nie śpiesząc się, zastrzegając ścisłą tajemnicę, tłumacząc się wobec nowonabywców brakiem potrzebnej na ewentualną eksploatację gotówki, a wobec poprzednich właścicieli swem miękkiem sercem. Samej hrabinie, właścicielce Koszołowa, Murek łaskawie odstąpił pięć morgów bagnistej łąki.
Wreszcie skonstatował, że zaczyna tu być zbyt ciasno i zawiadomił Czabana, że musi wracać do Warszawy. Czaban nie zatrzymywał go, tembardziej, że w stolicy miał kilka innych interesów, a nie wierzył w zdolności handlowe swego szwagra:
— Masz pan tu list do Żołnasiewicza — powiedział — z poleceniem, by radził się pana we wszystkiem. Najbardziej niepokoi mnie przewlekanie sprawy ugody z Bierkiewiczami. Musieli tam coś pokiełbasić. Decyduj pan, a mądrze. W razie potrzeby przyślę panu pełnomocnictwo, bo ja obecnie ruszyć się stąd na godzinę nie mogę. Aha, żona tam nic pieniędzy na życie nie ma. Niech jakoś się stara sama. Jeżeli wyciągniesz pan co od Bierkiewiczów, to można jej dać.
Nazajutrz rano Murek był już w Warszawie. Spodziewał się, że Arletka przywita go awanturą za jego milczenie. Wprawdzie ze Lwowa wysłał jej do Urli pięćset złotych, ale mogła mieć słuszną pretensję, że nie napisał ani jednego listu. Oczekiwała go jednak miła niespodzianka: ani słowa wymówki, ani cienia kwaśnej miny. Była uszczęśliwiona, że wrócił, radosna i śliczna. Jej złotawa opalenizna, świeża cera i humor, a nawet jakby tkliwość, sprawiły, że przez całą dobę nie ruszył się z domu. Zresztą i ten dom był taki miły, przytulny, zaciszny. W przedpokoju na ścianie rozwiesiła nowy kilim, w saloniku zaś bufiaste, muślinowe firanki. Najbardziej rozczuliła go jednak pidżama, własnoręcznie przez nią uszyta.
O aferze naftowej nie opowiedział jej wszystkiego. Przemilczał przedewszystkiem obecność w Koszołowie Czabanówny i skłamał, że nie pisywał z braku czasu. Gdy wyraziła nadzieję, że interes przyniesie dużo pieniędzy, wręcz zaprzeczył: