Arletka nie ruszyła się z miejsca, lecz zapytała spokojniej:

— Musicie wybrać, o co wam chodzi? O forsę, czy o nasze życie? I to wam jeszcze powiem, że takich pieniędzy nie mamy. A i wszystkiego, co mamy, też nie oddamy. Podzielić się możemy, ale po ludzku. Nie, to jazda! Śmierci się nie boimy.

— Ma baba recht! — z przekonaniem powtórzył Piekutowski. — Ja myślę, że człowiek z człowiekiem zawsze pogodzić się może. Co, Majster? A ileż dalibyście?

— Nie więcej, niż możemy.

— A ile możecie? — zdawał się godzić Piekutowski.

Murek chrząknął:

— W kieszeni, ani w domu, nie mam nic, albo prawie nic. Wszystko po ludziach, po interesach. Jakbyście panowie mieli trochę rozsądku, to ułożylibyśmy się tak: na spłaty. Co miesiąc, czy co dwa pewną sumę.

— Ty! Nie bądź za cwany! — zawołał Majster.

— Bo co?

— Bo zwiejesz i tyle cię będziem widzieć.