— Na zawołanie, jak na zawołanie, bo jakże to, szukają go po knajpach?

— Nie, gdzież tam! On się ukrywa przed nimi z tem chlaniem. Tylko, jak wzywają go, jak przyjdzie kto, to ja po niego lecę i sprowadzam. Nawet jak klient z obstalunkiem przyjdzie, to dla niego nieważne.

— A z partji ważne?

— Juści.

— A skąd ty wiesz, że dany facet jest z partyjnym interesem?

— Onże mi powiedział: Jak przyjdzie gość i powie, że chce ze mną się widzieć, to mam zapytać, w jakiej sprawie? A on dopiero musi umówione słowa wymówić. Jak wymówi, to znaczy swój i mam po męża lecieć.

— A jakież to słowa? — obojętnie zapytał Murek.

— Różne. Co miesiąc inne. Ktoby je tam spamiętał.

— U nas w Łodzi, to komuniści mają hasło „Robotnicza siła w jedności”. A u was?

— I spamiętać trudno — ziewnęła Kuzykowa — pierwej to było takie śmieszne, niby zapytanie, „Czy Michałek wyjechał do Ameryki?” A teraz ta jakoś o hiszpańcach. Ot, różnie.