— Wcale nie czuję się zmęczona, ani śpiąca — upewniała go Mika.

Zjedli kolację gawędząc o niczem. O dziesiątej Murek wstał i powiedział:

— No, to na mnie czas.

— Jakto? Jedzie pan?

— Jutro rano. Ale przenocuję w hotelu.

— Za żadne skarby! — oburzyła się. — Przecież tu są dwa pokoje. I tu się pan prześpi. Co za sens marnować pieniądze!

— Ale jak to będzie wyglądało? My sami przez całą noc. Nawet bez przyzwoitki.

— Wcale nie będzie wyglądało, bo nikt tego nie widzi. A my będziemy mieli czyste sumienie.

Murek zaśmiał się:

— Pani tak, ale ja... może nie. Skąd pani może wiedzieć, jakie mam zamiary?