— Nie było żadnej innej.
— Tak? Więc skądże ta nagła metamorfoza?
— Właśnie dla pani.
— Nie wierzę.
— Źle pani robi. Pozatem nie pamięta pani tego, co jej mówiłem wówczas w Koszołowie.
— Pamiętam doskonale. Utrzymywał pan, że ogoli brodę, gdy będzie się żenił.
— Tak.
— Zatem?... Żeni się pan? — spytała z rzeczywistą, lub też z doskonale robioną obojętnością.
— Jeżeli druga strona nie odrzuci moich planów... — zaczął dyplomatycznie.
Tunka zaśmiała się i chciała coś powiedzieć, lecz wpadł jej ojciec: