— No, niech się pan przyzna, że był to tylko lapsus!
— Przyznaję, ale w danym wypadku...
— Co w danym?
— Sam pan zauważył, że do niczego tam nie dojdzie. Zresztą nie uważam wcale, by panna Mika była aż tak bardzo zaślepiona. Pozatem wtrącanie się, narzucanie się z radami, gdzie się nie zna i nie można znać dokładnie spraw między dwojgiem ludzi, to niebezpieczeństwo poważnego błędu.
Pani Lipczyńska zaśmiała się:
— Niech pan nie zapomina, że mój mąż jest chirurgiem i woli pośpieszyć się z djagnozą, niż wyrzec się operacji.
— Sama wiesz, że to nieprawda! — oburzył się.
— Zbyt jesteś tego pewien — przekomarzała się.
— A jak było z tą twoją ochronką? Kto radził czekać z decyzją, a kto palił się do natychmiastowego rozstrzygnięcia?
— To zupełnie inna rzecz.