Gdy podniósł się i spojrzał na nią, zwinęła się w kłębek. Jej twarz była mokra od łez, a usta wyrażały cierpienie.
— Bardzo bolało? — zapytał z konwencjonalnem współczuciem.
Nic nie odpowiedziała, gdy jednak pochylił się nad nią, by na dobranoc pocałować ją w czoło, wyciągnęła doń ręce i wilgotną twarzą przytuliła się mocno do jego policzka.
— Do licha — pomyślał — jeszcze teraz czułości.
Pomimo to nie starał się uwolnić z jej objęć, chociaż były mu nad wyraz przykre.
— Trzeba teraz, żebyś zasnęła. Już późno... kochanie — odezwał się po pewnym czasie.
— Zostań jeszcze — szepnęła.
Westchnął i położył się znowu. Opanowało go znudzenie. Napróżno zastanawiał się nad wynalezieniem jakiegoś pretekstu do wyjścia z tego pokoju.
— Czego ona chce odemnie? — irytował się w myśli — Jak może tak narzucać się? Przecie sama rozumie, że ożeniłem się z nią nie z miłości! Tego jeszcze brakuje, by zaczęła domagać się teraz wyznań i przysiąg...
Tunka jednak nie wymagała. Zaczęła mówić o sobie, o tem, że teraz należy do niego, że nie jest samotna, że nigdy nie zapomni tej nocy.