— Tacy są wszyscy mężczyźni. Cóż na to poradzić?...

— Nieprawda — impulsywnie zaprzeczył Murek.

— O, nie chciałam pana dotknąć. Pan najlepiej wie, że pana uważam za wyjątek. Pan jest wyjątkiem.

Spojrzał na nią posępnie i nic nie odpowiedział. Dziwnego uczucia doznawał za każdym razem, gdy Mika w ten sposób o nim mówiła. Gdzieś w głębi piersi ściskało się coś boleśnie, a jednocześnie odczuwał ulgę, podobną do tej, jaką daje zmęczonemu i zgrzanemu ciału chłodna kąpiel. Nie odpierał już nawet w myśli jej uznania, jej szacunku. Odnosił je automatycznie do swej przeszłości, która wydawała się mu teraz rzeczywiście godnem podziwu bohaterstwem. Słuchał tego, jak legendy o dawnych olbrzymach i rycerzach, których już dzisiaj niema i być niemoże. Chwilami ogarniała go jakaś niedobra radość, że nietylko on, ale wszyscy są źli i nędzni. Jeżeli nie są aż tak źli, jak on, to jedynie dlatego, że brak im odwagi i że każdy ma coś do stracenia.

Przestając wszakże z Miką, z Lipczyńskimi, z Minasowiczem i z całem ich licznem przecie towarzystwem, nie mógł zamknąć oczu na ich uczciwość, na to, że kierują się w życiu zasadami, których on się wyrzekł. Budziło to w nim zawiść i niedowierzanie, ale jednocześnie i jakieś zadowolenie i chęć uchodzenia między nimi za podobnego. Chęć ta zaś bywała niekiedy tak silna, że utożsamiała się z przedświadczeniem, iż właśnie nie różni się od nich. Pozwalała mu zapominać o swojej rzeczywistości.

Więcej, bo podniecała go do dostarczenia im i sobie samemu dowodów, namacalnych dowodów, że jest takim, jakim oni go widzą.

I teraz zaczęło go nurtować to pragnienie. Czuł się tu niejako wysłannikiem Lipczyńskiego i całej reszty przyjaciół Miki. Wiedział, że powierzyli mu czuwanie nad nią i nad jej nieszczęściem, że nie wątpią o jego najlepszych zamiarach, że wierzą w jego opiekę. Tę zaś opiekę rozumiał dwojako. Przedewszystkiem należało zapewnić Mice pokrycie wszelkich braków materjalnych, co zdołał osiągnąć prośbami i perswazjami. Po drugie jeszcze bardziej potrzebowała odprężenia nerwów, odczucia ludzkiej przyjaźni i serdeczności. Powinna była zrozumieć, że nie jest potępiona, że jej bliscy odnoszą się do niej z niezmierną życzliwością. Przecie dlatego odsunęła się od wszystkich, dlatego zamknęła się w domu, że straciła na to nadzieję.

Od tego dnia Murek codziennie odwiedzał Mikę, a po dłuższej naradzie z Lipczyńskimi, udało mu się przekonać dziewczynę, że powinna przyjąć panią Lipczyńską, która czuje się wciąż obrażona za brak zaufania. Odtąd oprócz Murka codziennym gościem u Miki bywała pani Lipczyńska. Wychodziły zrana razem na przechadzkę i zaprzyjaźniły się jeszcze bardziej.

Murek mógł poświęcić tylko wieczory, rzadziej popołudnia. A i to stawało się coraz trudniejsze.

Po krótkim okresie rekordowego powodzenia, w Medanie zaczęło się dziać gorzej. Frekwencja spadała gwałtownie. Nie pomogła nowa wielka kampanja reklamowa. Medana opustoszała. Wreszcie Czaban zadecydował: