Po krótkiem oczekiwaniu, został wprowadzony do gabinetu ministra. Z za biurka wychylała się szczupła postać o małej siwej głowie z dużym orlim nosem. W pokoju było jeszcze kilku starszych panów. Wśród nich Murek poznał dyrektora departamentu Gąsowskiego, obecnie już piastującego stanowisko wiceministra.
Minister wstał, uścisnął rękę Murka i okrągłym gestem przedstawił go reszcie zebranych, poczem wygłosił coś w rodzaju krótkiej mowy.
Stwierdził, że prawdziwe zasługi i prawdziwa wartość nie mogą być i nie bywają zapomniane przez państwo. Dr. Murek został zredukowany. Popełniono w stosunku do niego niesprawiedliwość, która wynikła z nieporozumienia. Mianowicie przesadnie gorliwy i usunięty już dawno za nadużycia tymczasowy prezydent miasta Niewiarowicz wprowadził nieścisłą informacją w błąd władze zwierzchnie. Używając do tego celu jednego z nieuczciwych dostawców, zapewnił ówczesnego dyrektora departamentu samorządowego, pana wiceministra Gąsowskiego, że Dr. Murek jest owym znanym komunistą, zamięszanym zresztą w różne afery kryminalne, który w swoim czasie grasował na terenie województwa Lwowskiego i narobił wiele szkód w tamtejszych organizacjach samorządowych. Oszczerstwo mogło zyskać wiarę wskutek przykrego podobieństwa nazwisk, wspomniany bowiem osobnik nazywał się Marmurek.
— W ten sposób obarczono posądzeniem o komunizm najlojalniejszego politycznie, najuczciwszego i jednego z najdzielniejszych urzędników samorządowych.
Minister podniósł głos i kończył:
— Doktorowi Franciszkowi Murkowi należy się nietylko rehabilitacja, nietylko satysfakcja, lecz otwarcie mu pola działania. Minęło od czasu redukcji sporo lat, ale wszyscy to rozumiemy, że lepiej późno, niż nigdy.
Minister potoczył wzrokiem po obecnych, poczem otworzył stojące na biurku pudełko, skąd błysnął złotem krzyż na kolorowej wstążce.
— W imieniu Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej — powiedział uroczyście — dekoruję pana doktora Franciszka Murka Złotym Krzyżem Zasługi.
I przypiął Murkowi do klapy order, poczem powinszował on i inni panowie. Gąsowski ściskając dłoń Murka nazwał go kolegą i prosił o puszczenie w niepamięć dawnego nieporozumienia. Zaznaczył też, że wakuje właśnie stanowisko komisarycznego wiceprezydenta w Częstochowie i że prosi Murka o zgłoszenie się w tej sprawie w przyszłym tygodniu.
Murek przez cały czas zaciskał zęby, by nie wybuchnąć śmiechem i przekleństwami, by nie rzucić im pod nogi tego orderu, by nie wykrzyczeć im w oczy, że pluje na ich parusetzłotowe posadki, bo dzięki nim nauczył się kraść, dzięki nim gwiżdże na ich szumne słowa o państwie i społeczeństwie.