— Nie. Mieszkam razem z nim.
— A on wie, że ty go nienawidzisz? — zapytał Murek.
— Gdybym mu to nawet codzień powtarzała, to i takby nie uwierzył.
Spojrzała na zegarek. Murek zapytał:
— Więc co mu powiesz?
— Jakoś wykręcę. Czy będziesz wieczorem w domu?
— Oczywiście.
Wyciągnęła do niego rękę i powiedziała bez uśmiechu:
— Jeżeli będę mogła, przyjdę.
Odprowadził ją do drzwi i wrócił zamyślony. W zachowaniu się Arletki i w tonie, jakim mówiła, było coś przykrego, obcego, odstręczającego. Teraz już wprawdzie nie obawiał się z jej strony podstępu, lecz nie wyobrażał sobie, by stosunki ich mogły się znośnie ułożyć.