Po chwili usłyszała kroki. Serce biło jej mocno. Kazik wchodził powoli, jego buty zlekka skrzypiały.

Gdy już był na podeście, zbiegła naprzeciw niemu i powiedziała szeptem:

— Jeszcze nie przyszedł.

— To i dobrze. Zaczekamy.

Arletka wzięła go pod rękę i przytuliła się:

— Tylko uważaj, Kazieńku — szepnęła pieszczotliwym tonem. — On podobno jest silny...

Odsunął ją szorstko:

— Trzem takim dam radę...

Ktoś na czwartem piętrze otworzył drzwi mieszkania i zaczął schodzić ze schodów. Kazik odezwał się po chwili, nie patrząc na Arletkę:

— A ty skąd wiesz, że on jest silny? Mocowałaś się z nim?...