— Mnie? Wszystko. Wal pan, panie mistrzu, po porządku, jak idzie.
I wcale niespeszony przenikliwem spojrzeniem z za ciemnych okularów wziął z biurka trupią czaszkę, przyjrzał się jej zbliska, puknął parę razy po ciemieniu, powąchał i odstawił spowrotem. Skolei sięgnął po nóż do przecinania kartek, przy pomocy którego oczyścił sobie paznokieć, spojrzał pod światło na brylant i chrząknął niecierpliwie.
Murek tymczasem przysunął do siebie szklaną kulę, otarł ją kawałkiem zamszu i powiedział:
— Pan jest wyjątkowo łatwym typem dla mnie jako dla jasnowidza.
— Nu, nie gadaj pan! Jak będzie jaka zła wróżba, to podziękuję żeby nie skutkowała, jak dobra, to i pan nie pożałujesz, byle się sprawdziła.
Murek się uśmiechnął:
— Co ja przepowiem, musi się sprawdzić. Może mi pan tymczasem pokażę rękę?
— Prawą, lewą? — obie wyciągnął Czaban.
— U pana prawa będzie miarodajniejsza.
— Dlaczego u mnie prawa?