Czaban zerwał się z miejsca:
— Przecież sam widzę. Niech pan odpocznie. Ale rzeczywiście z pana to nie byle kto!
Zakręcił się po pokoju, mijając puhacza, dmuchnął mu w pióra i dodał:
— Ani słowa pan nie zełgał. U wielu wróżek byłem i takich innych, a żeby tak, to nie! Rzeczywiście, fenomen. Bardzo jestem ciekaw, co pan mi jeszcze powie. Ale niech pan odpoczywa. Zmęczył się pan, a?
— Tak, — blado uśmiechnął się Murek, — aż się spociłem.
Czaban ze współczuciem pochylił się nad nim i, pociągając go za rękaw jego pontyfikalnego domina, powiedział zachęcająco:
— Panu pewno gorąco. Niech pan zdejmie ten szlafrok. Bez krępacji. Ciepły dzień. Ja i sam z przyjemnością marynarkę zdejmę.
— Nie, nie, — zaprotestował Murek, któremu swoboda klienta psuła kontenans.
— To może okno otworzyć?
— To utrudniłoby mi koncentrację. Pan będzie łaskaw siadać. Będziemy pracować dalej. Teraz zajrzymy w pańską przyszłość. — Podał mu talję kart: — Proszę przetasować siedem razy i przełożyć do siebie trzykrotnie.