— Nikodem! Nie poznajesz?...

Nie mógł dłużej udawać, że jej nie widzi. Przy tym obawa, że szofer spostrzeże tę dziewczynę w chustce, jeżeli tylko scena stanie się głośniejsza, skłoniła go do podstępu. Odwrócił się do niej i kładąc palec na ustach, zasyczał:

— Tss... jutro przyjdę...

Dziewczyna porozumiewawczo skinęła głową i zapytała szeptem:

— O której?

Lecz odpowiedzi już nie otrzymała. Pałeczka policjanta wykonała nowy ruch, auto ruszyło w wolną przestrzeń ulicy.

Mańka wychyliła się za nim i długo patrzyła.

„Cholera — myślał Dyzma — jeszcze ma śmiałość zaczepiać. Durna małpa. Ona pewno myśli, że ja i ten samochód skradłem”.

Roześmiał się po cichu, postanowił jednak w godzinach wieczornych unikać Marszałkowskiej. Po co narażać się na spotkanie i psuć sobie humor wspomnieniami...

Mieszkanie pani Przełęskiej, po raz trzeci widziane przez Dyzmę, po raz trzeci wyglądało inaczej. Wszystkie drzwi pootwierane, wszędzie moc światła. W kilku pokojach rozstawione stoliki do kart, uderzające świeżością zielonego sukna, i małe stoliczki, pokryte białymi serwetkami, zastawione tacami, na których piętrzyły się ciastka i tartinki213.