Tak, tak, oczywiście, stare oczy niedowidzą, dystrakcja40, proszę darować, ale i tak bardzo się cieszy, tu prawie nikogo nie zna, to przykro, nie ma z kim paru zdań zamienić, a nawet miałby tu specjalny interes, dlatego właśnie prosił znajomka o wyrobienie zaproszenia, ale trudno sobie poradzić, gdy się jest starym...
— Nawet właśnie — ciągnął jednym tonem — właśnie się ucieszyłem, że pana spotkałem, i to akurat widząc, że pan w tak bliskich stosunkach jest z naszym czcigodnym panem ministrem rolnictwa, bo myślę sobie, znajomy, zrobi mi łaskę i przedstawi jakoś życzliwie panu ministrowi Jaszuńskiemu. Ale najmocniej, najmocniej przepraszam.
— Nie ma za co.
— O, nie, nie, oderwałem pana od miłej rozmowy z samym panem ministrem, ale, widzi pan, jestem prowincjonałem41, u nas na wsi to tak wszystko, proszę wielce szanownego pana, kordialnie42, po prostu...
„To się rozgadał” — pomyślał Dyzma.
— Tedy najmocniej przepraszam — szeplenił staruszek — ale swoją drogą mógłby mi pan wyświadczyć serdeczną przysługę staremu, bo cóż to pana kosztuje.
— Jaką przysługę? — zdziwił się Dyzma.
— Ach, ja się nie narzucam, ale gdyby wielce szanowny pan tylko zechciał tak na przykład przedstawić mnie panu ministrowi, od razu inaczej, uważa pan, zacząłby mnie traktować, że to niby z przyjacielskiej rekomendacji.
— Z przyjacielskiej? — zdziwił się szczerze Dyzma.
— Che, che, che, niech się szanowny pan nie zapiera. Sam słyszałem rozmowę panów, stary jestem i niedowidzę, ale słuch mam dobry. Już ja ręczę, że jak pan mnie przedstawi, jak pan na przykład powie panu ministrowi: „Drogi panie ministrze, pozwól, że ci przedstawię mego starego dobrego znajomego Leona Kunickiego!...” O! To zupełnie co innego...