W tymże czasie na dole kołowrotek oszklonych drzwi za każdym obrotem wyrzucał z wnętrza ucylindrowanych panów i strojne damy. Stojący na skraju chodnika szwajcar46 wywoływał samochody.
— Auto pana ministra Jaszuńskiego!
Zajechała lśniąca limuzyna i minister, żegnając się z pułkownikiem Waredą, zapytał:
— Słuchaj no, Wacek, jak się nazywa ten twój facet, co to tak Terkowskiego objechał?
— Byczy facet — stanowczo oświadczył nieco chwiejący się na nogach pułkownik — nazywa się Dyzma, pierwszorzędnie objechał...
— To zdaje się jakiś ziemianin47 czy przemysłowiec, bo wiesz, jest w przyjaźni z tym znanym Kunickim, co to miał proces o dostawę podkładów kolejowych.
— Powiadam ci, byczy gość. Prosto z mostu go, panie tego.
— Tak, to musi być silny charakter. Wierzę we frenologię48. Czaszka naprzód podana i bardzo rozwinięta szczęka. Wierzę we frenologię. No, serwus!
Zawarczał motor, trzasnęły drzwiczki. Na chodniku pozostał pułkownik.
— Urżnął się czy co, do licha — rzekł do siebie — co ma wspólnego charakter z chronologią?...