— Hm — bąknął Dyzma — doprawdy nie wiem.
— Więc powiedzmy tak: tantiema56 trzydzieści procent od zwiększonego przez pana dochodu, zgoda?
— Zgoda — kiwnął głową Dyzma nie bardzo orientując się, na co się zgadza.
— A pensja, powiedzmy... dwa tysiące miesięcznie.
— Ile? — zdziwił się Dyzma.
— No, dwa tysiące pięćset. No i koszty rozjazdów. Zgoda? No, rękę!
Dyzma półprzytomnie uścisnął drobną dłoń staruszka.
Ten, zaróżowiony i uśmiechnięty, nie przestając na chwilę szeplenić, wydobył ogromnych rozmiarów wieczne pióro, zapełnił karteluszek papieru kilkunastu57 wierszami drobnych okrągłych literek i podsunął Dyzmie do podpisu. Podczas zaś gdy „kochany pan Nikodem” zaopatrywał swoje nazwisko precyzyjnym a wielce skomplikowanym zakrętasem, Kunicki odliczył z pucołowatego58 pugilaresu59 kilkanaście szeleszczących banknotów.
— Oto pięć tysięcy zaliczki, służę uprzejmie, a teraz...
Zaczął omawiać wyjazd Dyzmy i inne związane z tym kwestie.