— Byle tylko pani Nina w ostatniej chwili nie popsuła wszystkiego.
— Nie bój się pan, damy sobie radę.
Około pierwszej zjawił się Kunicki. Był w doskonałym humorze i pełen najlepszych myśli.
Gdy Dyzma zakomunikował mu oświadczenie ministra i zapowiedź rychłej realizacji dostawy, Kunicki rzucił się mu w objęcia i zaczął go zapewniać, że tak kochanego człowieka, jak najdroższy pan Nikodem, czcigodny prezes, nie znajdzie się na całej kuli ziemskiej.
Zbliżała się czwarta, gdy Nikodem zatelefonował do naczelnika Czerpaka i umówił się z nim na kolację.
Krzepicki tego dnia nie towarzyszył swemu szefowi.
Czerpak był to czterdziestoletni ruchliwy jegomość, nie posiadający żadnych innych aspiracji prócz chęci porzucenia swojej posady i zajęcia się jakimś zyskowniejszym przedsiębiorstwem.
Nikodem od razu to wyczuł.
Toteż bez dłuższych ceregieli zaproponował Czerpakowi stanowisko kierownika tartaków koborowskich.
Teraz dopiero zrozumiał, że dzięki uprzejmości ministra Pilchena może najbardziej silne zastrzeżenia, wynikające z dawnego procesu, usunąć z widowni.