— Czy to wielmożny pan do państwa Kunickich?

— Tak.

— Samochód czeka przed stacją, panie administratorze — rzekł służący i zabrał walizy.

Usadowiwszy się w luksusowym wozie, Nikodem pomyślał:

„Pan administrator generalny dóbr Koborowo. Trzeba będzie zafundować sobie karty wizytowe73”.

Równa jak stół droga szła przez jakiś czas wzdłuż toru, później przy malowniczym, na wpół zrujnowanym młynie wodnym wyginała się na obłym mostku i skręcała w prawo, mijając liczne zabudowania fabryczne, które gęsto obsiadały bocznicę kolejową.

Stąd już zaczynała się długa aleja klonowa, na końcu której leżał strzelisty74 pałac, nieco dziwaczny i pretensjonalny w stylu, lecz harmonijny jako całość. Auto zatoczyło półkrąg obok gazonu75 i stanęło na podjeździe. W otwartych drzwiach ukazała się pokojówka i wraz z lokajem zaopiekowała się walizami. W chwili, gdy Dyzma zdejmował palto76, wpadł do hallu77 nieco rozczochrany Kunicki w długim fularowym78 szlafroku, tak jaskrawym i kwiecistym, że Dyzma wziął go początkowo za kobietę.

Kunicki, rozpromieniony i ruchliwy jak rtęć, rzucił się na przyjezdnego z uściskiem i otworzył nań ogień mitraliezy79 swej wymowy, jeszcze szybciej i jeszcze bardziej szepleniącej niż w Warszawie, lecz równie monotonnej. Pierwszym pytaniem, po którym zrobił pauzę na odpowiedź, było: „Czy drogi pan woli zamieszkać tu, w pałacu, czy też w pawilonie w parku?”

Drogi gość oświadczył, że mu wszystko jedno, wobec czego został przeprowadzony do dwóch pięknie urządzonych pokojów na parterze. Wyjaśniono mu przy tym, że wcale nie będzie skrępowany, gdyż gdyby nie chciał przechodzić do hallu przez inne pokoje, ma stąd wprost wyjście na taras, do łazienki zaś ma wejście z korytarza tuż obok, może też zaraz wykąpać się po podróży, kąpiel została dlań przygotowana, a później, jeżeli nie jest zmęczony i zechce wyjść na śniadanie do jadalni, i jemu, Kunickiemu, i paniom będzie bardzo miło.

Gdy wreszcie Dyzma został sam, rozpakował szybko walizy, rzeczy umieścił w szafie i przeszedł do łazienki. Nigdy dotychczas nie zdarzało się mu myć w wannie. Toteż od razu stwierdził, że jest to znacznie wygodniejsze niż zatłoczona łaźnia. Ostatnio zresztą i na łaźnię nie mógł sobie pozwolić. Świadczyła o tym wymownie woda w wannie, która po jego kąpieli nabrała wyraźnego zabarwienia. Dyzma długo manipulował, zanim znalazł na dnie łańcuszek, po pociągnięciu którego kompromitująca ciecz znalazła ujście. Spłukał wannę, uczesał się, nałożył pidżamę, a gdy wrócił do swego pokoju, ze zdumieniem stwierdził, że podczas jego nieobecności służba oczyściła ubranie i buty.