— Ha, róbcie, panowie, jak chcecie. Ja jednak podziękuję za służbę.
Wszyscy zaczęli go namawiać, by dał spokój, że jakoś się ułoży, że o posadę trudno. Staruszek jednak tylko kiwał głową.
— Nie, panowie. Wiem, że trudno, ale ja tam nie przyzwyczaiłem się do takiego systemu pracy. To nie dla mnie. Wy może nawet macie słuszność, ale ja jestem za stary, myślę kategoriami przedwojennymi. Nie potrafię.
Rozchodzili się z wolna. Za ostatnim zamknęły się drzwi. Na nie malowanych deskach podłogi pozostały liczne mokre ślady stóp, śnieg bowiem na dworze był tego dnia niezwykle lepki.
Rozdział siedemnasty
Dwa najpiękniejsze pokoje w mieszkaniu pani Przełęskiej zostały oddane do dyspozycji kochanej Ninusi. Wyglądały jak dwa wielkie klomby i co wieczora lokaj z pokojówką niemało mieli roboty z wynoszeniem koszów i doniczek do kredensowego, by uratować jaśnie panienkę (taki tytuł nakazała jaśnie pani) przed niechybnym uduszeniem się.
Codziennie od południa rozpoczynała się pielgrzymka pań i panów z mondu471, śpieszących obejrzeć żywą sensację sezonu.
Trwało to tydzień małymi dawkami i przypieczętowane zostało wielkim balem, wydanym przez panią Przełęską, by wszystkim wobec zaprezentować ukochaną siostrzenicę.
Na bal raczyli nawet przybyć księstwo Roztoccy, którzy witającej ich z wypiekami na twarzy pani Przełęskiej oświadczyli, że miło jest im bardzo znaleźć się w tym domu, który swoją sympatią darzy prezes Nikodem Dyzma.
Na ogół w tych sferach mówiono już niemal głośno o zaręczynach Nikodema, które oficjalnie ogłoszone zostaną dopiero po uzyskaniu przez Ninę unieważnienia małżeństwa.