— Widzi pan — rzekł Kunicki oddając lejce stajennemu — że moje Koborowo to obiekt niemały. Niemały i, dalibóg96, pomyślany logicznie, i nastawiony na dobry i stały dochód. Jeżeli w praktyce tak nie jest, to już zasługa naszej biurokracji i chwiejnej polityki gospodarczej. Ale w tych warunkach można wiele, bardzo wiele zrobić, ale to już rzecz pańska i pański kłopot, kochany panie Nikodemie.
Obiad jedli we dwójkę, gdyż panie wyjechały samochodem do Grodna po zakupy. W Koborowie karmiono obficie i wykwintnie, toteż Dyzma przy czarnej kawie, na którą przeszli do gabinetu, czuł się niezwykle ociężały.
Natomiast żywy jak rtęć Kunicki nie ustawał w objaśnianiu gospodarki koborowskiej. Otwierał szafy, szuflady, wyciągał jakieś segregatory, rachunki, korespondencję i mówił bez przerwy. Nikodem bliski już był rozpaczy, gdy staruszek, zebrawszy w małych rączkach grubą plikę ksiąg i papierów, zakończył:
— Widzę, że pan jest już trochę zmęczony, należy się przecie wypoczynek po podróży. Zatem jeżeli pan pozwoli, wszystkie te materiały odeślę do pańskiego pokoju, a pan może je wieczorem przejrzy. Dobrze?
— Dobrze, z przyjemnością.
— A nie zdrzemnąłby się pan teraz, kochany panie Nikodemie, co?
— Wie pan, że rzeczywiście...
— No, to przyjemnej drzemki, przyjemnej drzemki, odprowadzę pana. A niech pan łaskawie zwróci uwagę na daty w korespondencji z Dyrekcją Lasów Państwowych. Przecie to skandal, żeby przetrzymywano sprawy po trzy miesiące bez odpowiedzi, bo... No, ale o tym potem. Niechże pan wypoczywa. Kolację mamy o ósmej.
Nikodem zdjął buty i rozciągnął się na kanapie, lecz zasnąć nie mógł. Myśli kłębiły się pod czaszką dokuczliwie, niemal boleśnie. Co robić? Co robić?... Czy z miejsca zrezygnować ze wszystkiego i przyznać się staremu, czy próbować zorientować się w materiale tak beznadziejnie trudnym i skomplikowanym?... Gdyby potrafił tego dokonać, mógłby się utrzymać w Koborowie ze dwa, może trzy miesiące... Bo dłużej żadną miarą97 nie wytrwa. Przecie stary po to go zaangażował, by on u ministra wyrobił te różne ustępstwa...
„Taki cwany piernik, a sam siebie nabrał... Jak by tu sobie poradzić? Szlag może trafić...”