— Jestem administratorem, nowym administratorem...
— Nazwisko?
— Dyzma, Nikodem Dyzma.
Piesek ujadał, skacząc pokracznie wokół nóg swego pana.
— Tak? Dyzma?... Słyszałem, hrabia Ponimirski. Siadaj pan. Cicho, Brutus! Uważasz, panie Dyzma, nazwałem tak psa, bo to nie ma żadnego sensu, a ciekaw jestem, dlaczego pies ma nazywać się z sensem? Siadaj pan!
Dyzma usiadł. Ten hrabia sprawiał na nim jakieś niesamowite wrażenie, w którym były i strach, i obrzydzenie, i ciekawość, i współczucie.
— Słyszałem — ciągnął hrabia, oblizując językiem ruchliwe i bezkrwiste wargi — słyszałem. Podobno ten łajdak sprowadził tu pana, bo pan jesteś jakąś figurą. Uważam za swój obowiązek, jako dżentelmen, ostrzec pana przed złodziejską personą101 mego kochanego szwagierka.
— Ale o kim pan hrabia mówi? — zdziwił się Dyzma.
— O kim? No, przecie o tym chamie, o Leonie Kuniku.
— O panu Kunickim?...