„Pomoże czy nie pomoże...”

Nie pomogło. Całą noc spędził na wertowaniu papierów i jedynym rezultatem tej męki był silny ból głowy. Mgliste i urywkowe wyobrażenie o kompleksie gospodarki Koborowa żadną miarą nie mogło wystarczyć już nie tylko do administrowania, lecz nawet dla rozmawiania o tych interesach z Kunickim.

„Co robić?”

Myślał nad tym długo i postanowił w żadnym wypadku nie kapitulować bez walki.

„Przeciągnąć jak najdłużej, a może tymczasem przyjdzie skądś ratunek”.

Było już po ósmej, gdy Kunicki zastał Dyzmę przy biurku wśród porozkładanych ksiąg i papierów.

— Kochany panie Nikodemie — zawołał z udawanym oburzeniem — co pan wyprawia! Przecie pan wcale nie spał! Pracowitość pracowitością, a zdrowie zdrowiem.

— Nic mi nie będzie — odparł Dyzma — jak coś zacznę robić, nie lubię sobie przerywać.

— To z pana zawzięta sztuka. No i jakże?

— A no, nic.