— Czy mogę mówić z panem Jackiem Piotrowiczem?

— Kto pyta?

— Józef Domaszko.

Chwila ciszy w słuchawce i ten sam głos, tylko już całkiem wesoły:

— Domaszko?... A serwus! Jak się macie! Skąd wzięliście się w Warszawie? Tak dawno was nie widziałem!

Józef po paru słowach wyjaśnień wyraził z kolei swoją radość z odnalezienia dawnego kolegi i podziw, że ma pismo.

— A skądże wiecie o tym? — zdziwił się Piotrowicz — przecież pierwszy numer wychodzi dopiero za dwa dni?!

— Był tu u mnie w mojej firmie wasz redaktor ekonomiczny i mówił tak o „Tygodniku Niezależnym”, jakby istniał od stu lat. Aż rumieniłem się, że nic o nim nie wiem.

— Czekajcie, kolego — przerwał Piotrowicz — jaki znów mój redaktor ekonomiczny?

— Gruby taki, pan... zaraz, mam tu jego kartę...