Ciotka była gotowa.

— No, kochane dzieci — powiedziała, nakładając kremowe mitynki20 — nie wiem, do której mnie tam zatrzymają. Od Skałkiewiczów zawsze trudno się wyrwać. W każdym razie herbatę wypijecie beze mnie... Nie będzie się wam nudzić? Co?...

— Broń Boże, mamusiu — odpowiedziała z przekonaniem Natka.

— No to do widzenia, kochane dzieciaki, do widzenia, a może i dobranoc, bo pewno dość późno wrócę.

— Dobranoc cioci.

Odprowadzili staruszkę do drzwi i stali chwilę cicho, przysłuchując się jej krokom na schodach.

Natka wyciągnęła w ciemności rękę i natrafiła na ramię Józka. Z wolna przyciągnęła go do siebie i przylgnęła doń całym ciałem.

— Józek...

— Czekaj, Natka, ciocia może wrócić...

— Nie wróci — wyszeptała mu do samego ucha, ocierając policzek o jego nos.