— Ja! Ja to inna sprawa, ale taki Piotrowicz to zrzuci go ze schodów.

— Bo głupi i będzie zawsze bez portek chodził. Wiele mu z tego przyjdzie?

— Zachowa szacunek dla siebie — bez przekonania wtrącił Domaszko.

— Swój własny?... Na zdrowie. Ale nikt durnia szanować nie będzie. Z ludźmi się żyje i trzeba żyć po ludzku. Bo niech pan weźmie na ten przykład...

Na szczęście wszedł woźny i zameldował, że przyszedł inkasent. Mech wybiegł czym prędzej, a Józef zadzwonił do redakcji.

Odezwał się doktor Żur:

— A to pan, czym mogę służyć?

— Chciałem prosić... panią sekretarkę — powiedział po chwili wahania.

— Pannę Hejbowską?...

— Tak. Chodzi mi o przepisanie na maszynie jednej rzeczy — skłamał Józef.