— Wątpię — powiedziała po namyśle — raczej mniemam, że wytworzyłaby inną cywilizację. Jakąś z dzisiejszego punktu widzenia również irracjonalną, jak i nasza byłaby niedorzeczną z tamtego. Czy pan jest humanistą, czy przyrodnikiem?
— Humanistą, proszę pani.
— Wolę humanistów, przepraszam, wolę ich typ umysłowości. Intelekty ukonstytuowane na apodyktycznościach przyrodoznawstwa z konieczności ulegają ograniczeniu.
— Czy... pani jest zwolenniczką mistycyzmu? — zaryzykował Józef.
— Bynajmniej. W ogóle jedyna rzecz, jakiej obecnie jestem zwolenniczką, to powierzchowność Buby. Nie znaczy to, oczywiście, bym miała trwać przy tym upodobaniu.
Uśmiechnęła się doń blado i nieobowiązująco.
— Przepraszam pana, zdaje się, że ktoś przyszedł.
Wstała i wyszła, zostawiając go samego. Siedział potulnie, przypuszczając, że zaraz wróci, lecz minęło pięć minut, dziesięć... Gwar w przyległym pokoju umilkł i zaległa cisza.
Józef dyskretnie zajrzał tam: — nikogo nie było.
— Dziwny dom — powiedział półgłosem.