— Jak się to otwiera? — zapytał, czerwieniąc się.
— Wie pan — patrzyła mu z kokieterią w oczy — że pan mi się podoba.
— Bardzo mi przyjemnie, ale...
— Niech pan do nas przychodzi częściej.
— O... owszem, możliwe — powiedział, do reszty zdetonowany i pomyślał, że nie wróci tu za żadne skarby i że to jest okropne, gdy pokojówka wygląda jak panna z dobrego domu, a zachowuje się jak kokotka. Wprost nie wiadomo, co w takim wypadku czynić.
— A nie miał pan laski? — pytała, wciąż trzymając rękę na klamce.
— Nie.
— No to do widzenia... — pomału zaczęła otwierać drzwi — do widzenia. Podoba mi się pan i może pocałowałabym pana na pożegnanie, gdyby pan nie był taki nieśmiały.
Zaśmiał się nieszczerze.
— Mówię prawdę — zapewniła go — no, ale powetujemy to sobie innym razem. Do widzenia.