— Jest, jest szpikuś — sapał Antoni.

— Pewnoś znowu nie dosolił!

— W sam raz — zapewniał Antoni.

Postawił przed nimi na stoliku tacę z małymi kwadracikami czarnego chleba, posmarowanego pokaźną warstwą szpiku.

— Najlepsza przekąska — zaczął pan Jarzębowicz — od sześćdziesięciu pięciu lat...

I dalsze słowa zmieszały się z chlebem w wielce skomplikowane dźwięki mlaskania, warczenia i nieartykułowanych wykrzykników.

Do ogromnego stołu siedli w cztery osoby.

Rozmowa zeszła na temat Terkacz, ich rentowności, obecnego stanu, kosztów niezbędnych inwestycji itp. Właściwie trudno to było nazwać rozmową, mówił bowiem prawie wyłącznie pan Jarzębowicz.

Gdy po obiedzie młodzi zostali na krótką chwilę sami, Józef powiedział:

— Ależ to despota ten wujaszek pani, panno Lusiu! Nadzwyczajne. Tu wszyscy muszą być doszczętnie zahukani.