— Chce je pan zaprosić do naszego stolika? — nieco przestraszył się Józef.

— A dlaczegóż by nie? Chyba, chyba, że pan sobie tego nie życzy. W takim razie...

Rozłożył ręce, a Józef roześmiał się:

— Z pana to musi być nie lada kobieciarz!

— Jednak może?...

— Ależ proszę! Niech mnie pan nie bierze za odludka.

W gruncie rzeczy nie chciał tych kobiet przy stoliku, lecz był już odrobinę zawiany, a że wdzięczność dla Swojskiego stopniowo zmieniała się w nim w rozrzewnienie, nie umiałby mu niczego odmówić. Skoro obecność tych fortancerek sprawia mu przyjemność, niech sobie użyje.

Panienki okazały się bardzo miłymi towarzyszkami. Zwłaszcza mała czarna Hiszpanka, która zajęła się Józefem. Tęga blondynka usiadła przy Swojskim.

Przy trzeciej butelce szampana wyłoniło się zagadnienie przeniesienia się do gabinetu. Hiszpanka obiecywała zaśpiewać, a blondynka popisać się tańcem.

Ponieważ na sali towarzystwo rozbawionych fortancerek nie należało do najbardziej przystojnych dla poważnego obywatela, Józef zgodził się na gabinet bez namysłu.