Pan Cezary odwrócił głowę do bratowej i dodał:

— A o swoją przyszłość możesz się, chłopcze, nie martwić. Jestem dość bogaty by ci ją zabezpieczyć, naturalnie tylko w tym wypadku, jeżeli zadowolisz moje pokładane w tobie nadzieje.

— Boże kochany! — klasnęła w ręce pani Domaszkowa. — Cóż za wielka łaska! Józef! A dziękujże najukochańszemu stryjaszkowi!

Józef zerwał się i cmoknął stryja w rękę.

— Siadaj! — niemal krzyknął pan Cezary. — Zatem w sierpniu pojedziesz do Paryża. Umiesz mówić po francusku?

— Nie bardzo, stryjaszku.

— Więc się ucz. Przed końcem sierpnia przyjedziesz tu do mnie, otrzymasz wskazówki i pieniądze na drogę. Jeszcze jedno. Czy pisałeś kiedy wiersze?

— Nie, stryjaszku...

— Więc spróbuj. No, a teraz do widzenia.

— Do widzenia stryjaszku, bardzo dziękuję za wszystko, bardzo dziękuję.