Józef spuścił głowę. Pani Szczerkowska mówiła dalej swoim dźwięcznym, pogodnym głosem, którego brzmienie zdawało się być równie przekonywające jak i treść wypowiedzianych myśli.
— I cóż mam robić? — zapytał bezradnie.
— Nie znam pańskich możliwości, mój drogi. Mogę tylko powiedzieć, co zrobiłabym ja, gdybym się znalazła w takich warunkach.
— Ja bardzo kocham Lusię — powiedział, jakby zastrzegając się przed ewentualnością rozstania.
— Właśnie. Nie chcąc utracić jej uczuć, pracowałabym nad sobą. To proste.
— Nad wyrobieniem charakteru? — zapytał.
— Naturalnie.
— W moim wieku? — podkreślił.
— Proszę pana. Powiedziałam, że nie znam pańskich możliwości. Jednak sądzę, że wiek tu nie odgrywa roli. Zacząć trzeba od uznania swoich braków... Napije się pan herbaty?
— Z przyjemnością.