Józef uśmiechnął się blado:

— Tak samo powiedziała mi wujenka Szczerkowska... O, dziwne są kobiety! Więc byłabyś szczęśliwa z upartym, brutalnym despotą, a nie... Zresztą... Cóż ja na to poradzę? Przecież nie będę grał farsy i udawał kogoś, kim nie jestem, co nie leży w mojej naturze.

Wstał i zaczął chodzić z kąta w kąt.

Lusia siedziała milcząca.

— Nic mi na to nie odpowiesz? — zapytał zbolałym głosem.

— Cóż ci odpowiedzieć mogę?

— Nie kochasz mnie? — stanął przed nią w tragicznej pozie.

— Owszem, kocham cię, Józku. Jestem twoją żoną i nigdy kochać cię nie przestanę.

— Z zasady? — załamał ręce — święty obowiązek?

— Józku, czym zasłużyłam sobie na ten ironiczny ton? — odezwała się z wyrzutem.