Nie odpowiedział od razu. Widziałam, ile wewnętrznego wysiłku kosztuje go to, że chce mi się szczerze przyznać. Wreszcie powiedział:
— Bo widzisz, zastanawiałem się też i nad odwrotną sytuacją.
— Jak to nad odwrotną?
— No, na przykład, gdybyś się ty dowiedziała o mnie czegoś złego z mojej przeszłości...
Serce uderzyło mi mocniej. Więc jednak sam uznał za swój obowiązek dotknięcie tego tematu. Postanowiłam nie wypuścić go z ręki.
— Ach, mój drogi. Nigdy nie myślałam, że przed naszym ślubem byłeś świętoszkiem. Jestem przekonana, że jak ogromna większość mężczyzn, miałeś sporo przygód i na pewno niejeden poważniejszy romans. Ale nie mam ci tego za złe.
Jacek przygryzł wargi.
— Ach, pod tym względem oczywiście. Myślałem wszakże o czymś innym. Myślałem, jak byś przyjęła wiadomość o tym, że kiedyś popełniłem czyn nieetyczny.
— To zależy, jakiego rodzaju — zauważyłam bez nacisku.
— Nie chodzi o rodzaj.