— Mnie?!
— Naturalnie. Trzeba się wystrzegać niepotrzebnych zawiłości w kompozycji. Po co wprowadzać nadmiar osób działających? Zawsze byłem zwolennikiem surowej ekonomii środków.
— Ba! Ale ja nie potrafię!
— Więcej ufności we własne siły, kochana pani Hanko.
— Ale ja bym umarła ze strachu na myśl, że mógłby mnie ktoś przyłapać. Wzięto by mnie jeszcze za złodziejkę!
— Nie ma obawy. W najgorszym wypadku posądzą panią o kleptomanię. Wystarczy zaliczać się do towarzystwa i być dobrze sytuowanym materialnie, a można kraść, ile dusza zapragnie. Każdy powie: „Biedactwo! Cierpi na kleptomanię...”. To straszna choroba i tylko ludzie biedni nigdy na nią nie chorują.
— Drogi panie Tadeuszu! Niechże mi pan powie, jak ja mam to zrobić.
— Hm — zastanowił się. — Pani potrafi być tak uroczo roztrzepana. Przecież może zdarzyć się pani pomyłka, że zabierając z portierni klucz zamiast swego, weźmie pani klucz od jej pokoju.
— A jeżeli portier to zauważy?
— Wątpię. W dużych hotelach zbyt wielki panuje ruch. I zbyt ufają swoim lokatorom. Zresztą, jeżeli zrobi to pani zaraz w pierwszych dniach po swoim przybyciu na miejsce, nie będą jeszcze dobrze pamiętali pani wyglądu.