Postanowiłam być nieustępliwa. Niech ta wydra wie, że jeszcze ja tu mam coś do powiedzenia. Toto był zupełnie zakłopotany. Zerkał w moją stronę niepewnie i w duchu przeklinał pewno swój pomysł rozmówienia się ze mną. Wiedziałam, że nie starczy mu odwagi na postawienie sprawy otwarcie. Nienawidzę tego ciamajdy. Prawdziwy mężczyzna na jego miejscu oświadczyłby mi po prostu:

„Nigdy nie zmieniam swoich planów. Jeżeli zaś chcesz zachować pozory, służę ci. Zejdziemy teraz razem na podwieczorek i pokażemy się wszystkim”.

Toto kręcił guzik przy marynarce i milczał. Zapytałam go:

— To chyba wszystko, cośmy mieli do omówienia. Nieprawdaż?

— Tak. Ale... Z tym moim wyjazdem...

Udałam oburzenie.

— Jak to? Robisz kwestię z kilku godzin?... Wymagasz, bym dla zachowania pozorów zmuszała się do obcowania z tobą, bym świeciła oczyma przed wszystkimi po afroncie, który mi wyrządziłeś, a sam nie możesz się zdobyć nawet na taką drobną ofiarę jak odłożenie wyjazdu do wieczora?! Wybacz, ale to już jest zbyt rażące!

Wstałam i dodałam stanowczo:

— Mniejsza zresztą o to. Rozmowę uważam za skończoną. Gdy zejdę na kolację i nie zastanę ciebie w sali restauracyjnej, zrozumiem, że nie zależy ci na decorum. Wtedy oczywiście zostawiam sobie wolną rękę w oświetleniu wobec znajomych, zarówno tu, jak i w Warszawie, przyczyn zerwania naszej znajomości.

Kiwnęłam mu głową, odwróciłam się i weszłam do sypialni.