— Gdzie się pan zatrzymał?
— Hotel „Polonia”. Numer 136. Czy mogę panią czekać u siebie?
— Tak. Będę o dwunastej.
Odłożyłam słuchawkę i przez chwilę nie odchodziłam od telefonu. Jacek z sąsiedniego pokoju słyszał całą rozmowę. Co z niej mógł zrozumieć?... Tylko to, że umówiłam się z jakimś cudzoziemcem u niego w hotelu. Nie mogłam mieć złudzeń: Jacka to nie zachwyciło. Niepodobna było ostrożniej mówić przez telefon, wobec czego, nie mając możności udzielenia Jackowi wyjaśnień, należało ich po prostu odmówić.
Przeszłam do jadalni i kazałam sobie podać śniadanie. Jacek usiadł naprzeciw przy stole, udając, że przegląda gazety. Po chwili nie wytrzymał.
— Któż to telefonował? — zapytał.
Spojrzałam nań karcąco.
— Mój drogi, czy ja cię pytam, gdy do ciebie dzwonią jakieś panie?
— Nie. Przepraszam cię, nie sądziłem, że to jakaś tajemnica.
— Właśnie tajemnica. Każdy może mieć swoje tajemnice. Wyobraź sobie na przykład, że ten pan jest... moim pierwszym mężem, z którym potajemnie wzięłam ślub.