Spojrzał na mnie bardzo uważnie.

— Czy miałaby ku temu jakieś podstawy?

Wzruszyłam ramionami.

— Jeżeli ktoś używa wielu nazwisk, można być pewnym, że robi to bez żadnych podstaw prawnych.

Przecząco potrząsnął głową.

— Jako madame Renowicka nie występowała nigdzie. Raz tylko, w ubiegłym roku w Rzymie, a następnie podczas podróży po Libii, posługiwała się polskim nazwiskiem...

Pochylił się nad papierami i z trudem wyrecytował:

— Halina Jaszczołt. Strasznie trudne nazwisko. — Uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo. — Czy Polakom też z taką trudnością przychodzi wymawianie nazw cudzoziemskich?

— O, nie — zaprzeczyłam. — Chyba że są to nazwy na przykład flamandzkie. Nigdy sobie nie umiałam z nimi poradzić.

— Chętnie podjąłbym się lekcji, gdyby pani kiedyś zawitała do nas — skłonił się nie bez kokieterii.