W pewnym momencie powiedział zupełnie zwyczajnym tonem:

— Chciałbym panią widywać częściej. Moje sprawy wiążą mnie ze Śląskiem, mogę jednak swoją centralę przenieść do Warszawy. Co pani o tym sądzi?

Zaśmiałam się.

— Ależ panie, ja się zupełnie nie znam na interesach.

— Pani wie, że nie chodzi tu o interesy — mruknął, nie patrząc na mnie. Zbliżył się do nas w tej chwili Jacek i musieliśmy przerwać rozmowę. Dopiero gdyśmy wychodzili od Kaziów, pan Jurgus zapytał mnie półgłosem:

— Czy zechce mi pani poświęcić jutro dziesięć minut czasu?

— Ależ z przyjemnością — odpowiedziałam. — Niech pan jutro odwiedzi mnie o piątej.

— Czy będziemy mogli mówić swobodnie?

— Najzupełniej.

Dziwny człowiek z niego. Halszka pęknie z zazdrości, że zdołałam go poznać bez jej pośrednictwa. Muszę się jej jutro zaraz pochwalić. Właściwie mówiąc, brak mi jej trochę. Jest niemożliwie głupia, fałszywa i zazdrosna, ale ostatecznie to moja najlepsza przyjaciółka. Już kończę. Ogromnie chce mi się spać. Pan Hobben obiecał zadzwonić, z samego rana.