Od razu poznałam głos Jacka. Mówił:
— Zdaje się, że jestem punktualny. Jestem do dyspozycji pani.
Ponieważ mówili po angielsku, do końca nie mogłam ustalić, czy zwracają się do siebie per ty, czy per pan, czy pani. Angielskie you może oznaczać zarówno jedno, jak i drugie. Sądząc jednak z ogólnego tonu rozmowy, mogłam wywnioskować, że Jacek raczej starał się zachować najbardziej oficjalną formę, podczas gdy ona chciała nadać rozmowie ton poufalszy. Przynajmniej na początku. Postaram się jak najdokładniej powtórzyć to, co usłyszałam. Otóż miss Normann odpowiedziała swobodnie:
— Tak długo i tak cierpliwie czekałam na pańską decyzję, że te kilka minut nie robi już różnicy. Proszę, niech pan siada. Tu są papierosy. Blado pan wygląda. Doskonale zrobiłaby panu teraz Sycylia. W nadziei, że razem tam już pojedziemy, telefonowałam nawet do biura podróży z zapytaniem o połączenie. Może kieliszek koniaku?...
Fred ścisnął mnie za rękę.
— Ona kłamie. Wcale nie telefonowała do biura podróży.
Jacek zaśmiał się nienaturalnie.
— Chyba pani żartuje?... Przecież decyzję swoją zakomunikowałem pani już od dawna. Kocham swoją żonę i nie mam najmniejszego zamiaru rozstawać się z nią nie tylko na zawsze, ale i na krótki bodaj okres. Czy pani rozumie, że ją kocham?!
— Owszem. Dla mnie to jednak nie zmienia sytuacji.
— Nie zmienia? Traktować to mogę jedynie jako dowcip. Cóż przyszłoby pani z tego, gdybym nawet wrócił do pani, skoro nie mógłbym w sobie wzbudzić żadnych innych uczuć, oprócz...