— To bardzo niewiele jak na moje wymagania — zaśmiała się.

— Przypuszczam, że ponadto zdołałbym zmobilizować jeszcze kilkaset tysięcy. Gotów jestem zostać do końca życia nędzarzem.

— Nic by mi z tego nie przyszło. Gdybym nawet nie posiadała osobistego majątku, może mi pan wierzyć, że w każdej chwili mogłabym stać się bogata. Nie wszyscy mężczyźni tak boją się pożycia ze mną, jak pan. Dajmy jednak temu spokój. Skoro pan wszakże wspomniał o okupie, przyszła mi do głowy zupełnie inna myśl... Przepraszam pana na sekundę.

Usłyszałam jej kroki i dźwięk drzwi otwieranych, a następnie zamykanych.

— Widzi pan — powiedziała — ostrożność nigdy nie zawadzi. A to, o czym zamierzam mówić, nie może być przez nikogo słyszane. No, ale teraz pozwoli pan kieliszek koniaku? Świetna marka.

W jej tonie było jakby odprężenie. Usłyszałam brzęk kieliszków. W pierwszej chwili opanowała mnie obawa, że ta zbrodniarka chce Jacka odurzyć jakąś trucizną, toteż uspokoiłam się, gdy w słuchawce zabrzmiał jego głos:

— Bardzo dziękuję pani. Nie będę pił.

— Jak pan chce — zgodziła się prawie wesoło. — Sądziłam, że lepiej nam pójdzie rozmowa. Otóż widzi pan, są... istnieją pewne warunki... pod którymi zgodziłabym się uwolnić pana od mojej osoby. Niech pan mnie tylko wysłucha spokojnie.

— Z góry mówię pani, że zgodzę się na wszystkie warunki, które nie będą dotyczyły czci mojej żony ani mego honoru.

— Tak?... Tym lepiej. No widzi pan. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia.