— Do pierwszego lepszego. Mogło to być na przykład biuro importu maszynek do golenia czy kancelaria adwokata, na której drzwiach zawieszono na tę godzinę tabliczkę urzędu stanu cywilnego. Pan Renowicki, nie mając żadnego doświadczenia w tym względzie, a wiedząc, że sprawy te w Ameryce załatwia się niezwykle szybko i łatwo, bez trudu mógł uwierzyć, że wspólnik miss Normann, udzielający mu „ślubu”, jest urzędnikiem. I że świadectwo, które otrzymał, jest świadectwem najprawdziwszym. Czyż moje rozumowanie nie przemawia panu do przekonania?
Jacek zamyślił się.
— To wszystko jest zupełnie prawdopodobne.
— Nie tylko prawdopodobne, ale jestem przekonana, że tak było! — zawołałam i omal nie dodałam: „Fredzie, jesteś genialny!” Fred dalej rozwijał swoje koncepcje, uzasadniając pogląd, że miss Normann nie może posiadać autentycznego świadectwa ślubu. Mnie już nie potrzebował przekonywać. Jacek zaś powiedział:
— Gdyby istotnie było tak, jak pan mówi, sprawa przedstawiałaby się dla nas, dla mojej żony i dla mnie, zupełnie pomyślnie.
Od razu wstąpiła weń otucha i dodał:
— W takim razie nie mamy po co dłużej zwlekać. Natychmiast jadę do ministerstwa i składam raport.
— Zaczekaj jeszcze — zatrzymałam go. — Dlaczego z tym masz jechać do ministerstwa? Czy to jest konieczne?
— Oczywiście.
— Nie sądzę — zaoponowałam. — Ministerstwo o tym może nic nie wiedzieć. Po co wśród znajomych ta sprawa miałaby nabrać rozgłosu?! To trzeba załatwić w ten sposób, by wszystko przeszło jak najciszej i jak najdyskretniej. Wydaje mi się również, że sprawy szpiegowskie nie mają nic wspólnego z ministerstwem. O! Już mam!... Przecież tymi rzeczami zajmuje się pułkownik Korczyński. To jest bardzo dyskretny człowiek. Mam doń pełnię zaufania od czasu historii z żółtą kopertą.