Przecząco potrząsnął głową.
— O, nie. Bawi już tu od jesieni. Co prawda przedtem używała innego nazwiska i innej powierzchowności.
— Więc pan wiedział, że ona jest szpiegiem? Dlaczegóż pan jej nie aresztował?
Spojrzał na mnie z miną zupełnie rozbawioną.
— Widzi pani, czasami obcy szpieg może być bardzo pożyteczny. Na przykład dzięki tej pani zdołaliśmy zlikwidować kilku wysoce niebezpiecznych jej wspólników i przeciwników. Właściwie została ona do Polski przysłana właśnie po to, by paraliżować akcję tych ostatnich.
— Nic nie rozumiem...
— To są sprawy dla fachowców dość proste. Jedne państwa wysyłają szpiegów, a drugie swoich agentów, by przez śledzenie tamtych dowiedzieć się o zamiarach przeciwnika. Nie będę pani tym nudził. Wystarczy, jeżeli powiem, że ta urocza dama, której fotografia leży przed panią, mimo woli naprowadziła nas na ślad bardzo niebezpiecznego ptaszka, a naszego wspólnego znajomego, pana Vallo, który grasował tu pod nazwiskiem Roberta Tonnora. Poza tym jej zawdzięczamy to, żeśmy zwrócili uwagę na kilka innych osób. Ponieważ zaś z góry wiedzieliśmy o jej zamiarach i celach, w odpowiedni sposób preparowaliśmy wiadomości, o które zabiegała, i w ten sposób wprowadzaliśmy w błąd jej wywiad. Teraz rozumie pani, dlaczegośmy jej nie aresztowali?... Taki szpieg, jak ta pani, jak każdy znany nam szpieg, jest raczej dla nas wygodą. Wiem również o tym, że głównym jej planem było uzyskanie dokumentów dyplomatycznych, które pani wymieniła. Początkowo nawet mieliśmy zamiar prosić małżonka pani o wręczenie jej pewnych falsyfikatów. W obecnej jednak konfiguracji już to nam nie jest potrzebne.
Spojrzał na mnie spod oka i dodał:
— W każdym razie dziękuję pani i składam powinszowania. Jest pani dzielną niewiastą.
Odniosłam wrażenie, że wie znacznie więcej, niż mi powiedział. W jego uśmiechu było coś z przekory. Czyżby domyślał się, że to ja zajęłam się śledzeniem miss Normann?... Może nawet był poinformowany o przyjeździe Freda i o rzekomej bigamii Jacka. Korciło mnie ogromnie, ale już wolałam nie pytać, by nie znaleźć się w przykrej sytuacji. Żegnając się ze mną, pułkownik powiedział: