— To moja stryjenka.
— Stryjenka — powtórzył Jemioł. — Więc Michał Kański był pani stryjem...
— Tak — potwierdziła Łucja. — Znał ich pan?
— O tyle, o ile człowiek może znać drugiego człowieka... Michał Kański. Uczniowie nazywali go tapirem. Na starość musiał się spaść. Wygląda pewno teraz jak nosorożec, tyjąc i pochrząkując w ciepłym oparzelisku mieszczańskiego gniazdka.
Łucja potrząsnęła głową.
— Nie żyje już od lat dwudziestu. Byłam małą dziewczynką, gdy umarł. Oboje umarli. Bo i stryjenka przed paru laty.
Zrobiła pauzę i dodała z naciskiem:
— Bardzo ją kochałam i wiele jej zawdzięczam. Była to najszlachetniejsza kobieta, jaką znałam.
Powiedziała to w intencji uchronienia pamięci zmarłej przed jakimiś niestosownymi żartami Jemioła. On jednak parsknął krótkim, nieprzyjemnym śmiechem.
— O, ja też jej wiele zawdzięczam.