— Przyjechałem tu, by już zostać z wami, by już zostać na zawsze...

W izbie zapanowało milczenie. Wszyscy spoglądali na Wilczura, to nawzajem na siebie z niedowierzaniem i zdziwieniem. Pierwszy odezwał się Prokop:

— Chyba nie żartujesz z nas?... Gdzież tobie teraz do nas?...

Wilczur przecząco potrząsnął głową.

— Nie żartuję. Zostaję z wami, jeżeli mnie tylko przyjmiecie.

— Boże drogi — jęknęła Zonia.

— O, tobie i sztuka! — Z podziwem potrząsnął rudą czupryną parobek Witalis.

Tylko jedna Natalka nic się nie zdziwiła. Pisnęła radośnie i rzuciła się Wilczurowi na szyję.

— Zostań, zostań.

Prokop poskrobał się po głowie, pogładził brodę, nieufnie spojrzał na Wilczura i zaczął: