— Więc cóż z tego?

— Właśnie nie wiem — ociągając się, bąknął Wasyl.

— Dlaczegóż to cię niepokoi? Jeździ, ma swoje sprawy i koniec.

Wasyl, pogryzając zerwaną trawkę, milczał czas dłuższy.

— Może swoje sprawy — odezwał się wreszcie — a może i moje... Ojciec jeszcze w wielkim poście wspominał, że czas byłby mi się ożenić.

Wilczur zaśmiał się.

— A ty nie chcesz?

— Co mam nie chcieć. Wiadomo, jak pora przyjdzie, każden musi się ożenić. Ale nie tak.

— Tylko jak? — zapytał Wilczur ubawiony przejrzystą dyplomacją Wasyla.

— No, nie tak, żeby ojciec wyszukał. Ojciec będzie patrzył na to, żeby bogata i robotna.