— Ja, panie profesorze.
— Pani? — jakby z lekkim zdziwieniem zapytał Wilczur. — Badała go pani przed operacją?
Teraz odwrócił się i patrzył na nią z wyrzutem w oczach. Właśnie ona, dla której żywił najwięcej sympatii, którą darzył największym zaufaniem, której rokował jako młodziutkiej lekarce najlepszą przyszłość, właśnie ona popełniła to straszliwe zaniedbanie...
— Czy pani zapomniała go zbadać?
Doktor Łucja potrząsnęła głową.
— Nie zapomniałam, panie profesorze, ale kiedy przyszłam do jego pokoju, zastałam tam pana profesora Dobranieckiego. Pan profesor Dobraniecki kazał mi zbadać innego pacjenta... więc sądziłam, że Donata zbadał już sam... Tak zrozumiałam, takie odniosłam wrażenie.
Oczy obecnych zwróciły się na Dobranieckiego, który zaczerwienił się z lekka i wzruszył ramionami.
— Czy kolega badał go? — zapytał go Wilczur.
W spojrzeniu Dobranieckiego błysnął gniew.
— Ja? Z jakiej racji. Przecież to należy do obowiązków dyżurnego internisty.