— Mówię, że ryba będzie dobrze chwytać. Pora taka. W zeszłym roku szczupaka złapałem. Takiego na metr.
— A dużo ich tu jest?
— Pewno niemało. Ryby dużo, to i szczupaków dużo.
Rozmowa się urwała. Wasyl gorączkowo poszukiwał w głowie tematu. Wreszcie odezwał się:
— U Szymona w Koziatkach krowa dziś padła. Dobra krowa była. I padła.
— A dlaczego? — dość obojętnie zapytała Donka.
— Któż ją może wiedzieć. Pewno zjadła coś nie takiego.
Znowu zapanowało milczenie. Tym razem jednak Wasylowi nic nie przyszło do głowy i zaczął sobie nucić pod nosem jakąś piosenkę. Tak dopłynęli do przeciwległego brzegu. Korzenie olch powikłanymi czarnymi sznurami zanurzyły się tu w wodzie. Brzeg opadał stromo i niedaleko od niego zaczynała się już głębia. Wasyl z uwagą i z wprawą przyczepiał do długiego sznura poszczególne haki, potem zaczął je ostrożnie wypuszczać kolejno do wody. Koniec sznura przymocował grubym węzłem do mocnego korzenia i robota była skończona. Wytarł ręce, rozejrzał się i powiedział:
— A może posiedzimy tu na brzegu? Taka ładna pogoda i kwiaty pachną...
— A posiedzimy — zawołała wesoło. — Może zobaczymy, jak która chwyci.